„(…) uczyliśmy się kultury podhalańskiej, przyrody, zwyczajów, a także szczegółowych nazw poszczególnych szczytów czy wręcz pojedynczych kamieni. Taki był styl – moim zdaniem absurdalny – narzucony niegdyś przez słynnego autora przewodników tatrzańskich Paryskiego, obowiązujący zresztą do dziś. Muszę powiedzieć, że egzaminy przewodnickie były najtrudniejszymi egzaminami, jakie zdawałem w życiu (…)” (wypowiedź w artykule P. Stachnik, Góry to najtrudniejszy egzamin, Dziennik Polski z 13 lutego 2010 r., s. C9).
Zapraszam do dyskusji. Czy przepisy w tym zakresie są odpowiednie?
Prof. dr hab. Jerzy Niewodniczański był m.in. prezesem Państwowej Agencji Atomistyki, jest profesorem na Wydziale Energetyki i Paliw AGH.