Zapoznałem się z programem pewnej wycieczki szkolnej. Pojawia się tam informacja, że nocleg przewidziany jest w „pensjonacie”. Chciałem sprawdzić, czy jest to rzeczywiście pensjonat w rozumieniu ustawy o usługach turystycznych.
Na stronie internetowej nazwa „pensjonat” nie występuje. Dzwonię więc obiektu. I słyszę „Dzień dobry, hotel…”. Po chwili przełącza się inny pracownik, po zadaniu pytania rzuca słuchawką. Dzwonię kolejny raz i pytam czy jest to pensjonat. Odpowiedź – proszę wysłać maila. Znowu rozmowa się kończy. Dzwonię kolejny raz i odbiera inna osoba. Tym razem wyjaśnia spokojnie, że nie jest to „zajazd”, czyli ani hotel, ani pensjonat.
Z moich obserwacji wyniki, że najgorzej jeśli chodzi o ochronę praw turysty przedstawia się sytuacja z turystyką dzieci i młodzieży. Powyższa sytuacja to niestety nie jest przypadek. Osoby organizujące tego rodzaju imprezy często nie mają podstawowej wiedzy w tym zakresie.