Author Archives: Piotr Cybula

Parkowanie w Ojcowskim Parku Narodowym – odpowiedź dyrektora parku i rzecznika prasowego policji

Ostatnio pisałem o problemie samochodów parkujących w miejscach gdzie jest to zabronione na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego (Czy policja potrzebuje 500 lawet w Ojcowskim Parku Narodowym?). Zapytanie w tej sprawie skierowałem do władz Ojcowskiego Parku Narodowego oraz do policji. Poniżej przedstawiam pisma otrzymane od dyrektora Ojcowskiego Parku Narodowego oraz od rzecznika prasowego KPP w Krakowie. Wynika z nich to czego się spodziewałem, co sprowadza się do wniosku – problem jest znany, ale na razie nie możemy nic sensowniejszego zrobić, może w przyszłości będzie lepiej… Dyrektor pisze, że prosi policję o interwencje. Policja pisze, że sygnalizowała władzom parku rozwiązanie stworzenia tymczasowych miejsc parkingowych. Z takim podejściem nie spodziewam się, aby w najbliższym czasie miało coś się zmienić. Sytuacja wymaga podjęcia odpowiednich decyzji w zakresie zarządzania ruchem osobowym i samochodowym na terenie parku. Dotychczasowe rozwiązania po prostu się nie sprawdzają i wyglądają mało poważnie (jak policja, który kieruje ruchem nie reagując na problem parkowania w miejscu gdzie jest to zakazane).

Odpowiedź  dyrektora OPN:

Łamanie zakazu postoju jest wykroczenie drogowym (drogi publiczne) stąd OPN w ramach współpracy prosi Policję ze Skały o interwencję. W miarę możliwości Policja przyjeżdża i próbuje przywrócić porządek poprzez pouczenia i nakładanie mandatów

Odpowiedź rzecznika prasowego KPP w Krakowie:

Analiza sytuacji prowadzi wprost do diagnozy, że wokół tego atrakcyjnego turystycznie rejonu zbyt mało jest miejsc parkingowych, a istniejące drogi są zbyt wąskie dla sprawnego przemieszczania się takiej ilości pojazdów jakie poruszają się tam w czasie pogodnych weekendów. Sygnalizowaliśmy kilkakrotnie Dyrekcji OPN potrzebę podjęcia w tej sprawie działań poprzez np. wyznaczenie tymczasowych miejsc parkingowych.  Okazuje się, że nie jest to sprawa łatwa, a pracownicy OPN mają istotne argumenty wskazujące na trudność zastosowania takich rozwiązań.

W tej sytuacji zadaniami policjantów, którzy pełnią służbę w okolicy OPN jest zapewnienie przejezdności  drogi powiatowej nr 2134K oraz niedopuszczenie do parkowania pojazdów w okolicy Kaplicy na Wodzie, rejonie skrzyżowania w Ojcowie oraz drogi w kierunku Złotej Góry. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że w okolicy wspomnianej kaplicy w oznaczonych godzinach parkowanie pojazdów jest dozwolone.

Priorytetem jest zapewnienie płynności ruchu na drodze nr 2134K.

Funkcjonariusze stosują wobec kierowców łamiących przepisy postępowanie mandatowe lub kierują wnioski o ukaranie do sądu. Dla przykładu mogę wskazać, że podczas jednego z weekendów wykonaliśmy fotografie 120 pojazdów i ich kierowcy ponieśli już lub poniosą wkrótce karę za popełnione wykroczenia.

Trzeba jednak zauważyć, że nie zawsze do służby w tym rejonie możemy wysłać tylu funkcjonariuszy ilu byłoby potrzebnych do skutecznego wdrożenia kierowców do przestrzegania przepisów. Dzieje się tak wówczas, gdy wystąpią inne zdarzenia, w których udział policjantów jest niezbędny.

Zapewniam Pana, że stosujemy różne warianty i sposoby pełnienia służby w tym rejonie, bazując na doświadczeniach modyfikujemy swoje działania by były skuteczniejsze. Absolutnie nie rezygnujemy z prawnych możliwości represji wobec łamiących przepisy.

Jestem przekonany, że kwestią niedługiego czasu jest wypracowanie takich rozwiązań organizacyjnych przez różne podmioty, których ten problem dotyczy, że nastąpi znacząca poprawa sytuacji z uwzględnieniem słusznych praw turystów do odwiedzania i rekreacji w OPN i jego okolicach.

Przesyłam wyrazy uszanowania

podinsp. Marek Korzonek

rzecznik prasowy KPP w Krakowie

„Miękkie lądowanie” – odpowiedzialność przewoźników lotniczych (otwarty wykład ECK, 22.10)

Europejskie Centrum Konsumenckie zaprasza na wykład
pt.:„Miękkie lądowanie” – odpowiedzialność przewoźników lotniczych

Podczas spotkania zostaną poruszone poniższe zagadnienia:

  • Odwołania/ opóźnia lotów/ overbooking
  • Problemy z bagażem
  • Odpowiedzialność względem niepełnosprawnych pasażerów

Wykład poprowadzi Karol Muż – prawnik Europejskiego Centrum Konsumenckiego

Spotkanie odbędzie się 22 października (środa) o godz. 16.00

w Europe Direct Warszawa – Centrum Przedsiębiorczości Smolna,
ul. Smolna 4 (wjazd od ul. Kruczkowskiego)

WSTĘP WOLNY

Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc udział w spotkaniu wymaga wcześniejszej rejestracji pod adresem: wyklady_europejskie@um.warszawa.pl

Czy kąpiel w Morskim Oku szkodzi przyrodzie?

W mediach co jakiś czas słychać o kolejnych amatorach kąpieli w Morskim Oku. Jest to zakazane. Kąpiel wynika albo z niewiedzy, albo – częściej – z celowego naruszania zakazu.

Gdy ostatnio doszło do takiego głośnego w mediach przypadku, obecny dyrektor TPN tak to skomentował:

To skrajna głupota. To złamanie ustawy o ochronie przyrody. Grozi za to mandat w wysokości do 1000 złotych. Zdarzają się incydentalne przypadki, że ludzie moczą nogi w stawach. To nie jest dobre, ale takie wybryki piętnujemy. Tego typu rekreacja na terenie parku narodowego jest surowo wzbroniona i szkodzi przyrodzie (…).

A dzisiaj w artykule pt. Nurkowali w Morskim Oku w replice hełmu z 1935 roku czytamy:

Ratownicy TOPR oraz członkowie Stowarzyszenia Miłośników Historii Nurkowania testowali w sobotę w Morskim Oku replikę hełmu dzwonowego (…). Pierwszym z ratowników, który wypróbował hełm, był ratownik TOPR (…) – Super, jak w batyskafie – mówił po wyjściu na brzeg ratownik. – To jest wyjątkowy sprzęt, pierwszy polski sprzęt do nurkowania. Dzisiejszy sprzęt i technika znacznie od tego odbiega. Dla ludzi wchodzących pierwszy raz pod wodę w tamtych czasach mam naprawdę duże uznanie, dla ich psychiki oraz pasji poznawania – dodaje (…) ratownik TOPR.

Przyznam, że czegoś nie rozumiem. Jeżeli jest to tak duże niebezpieczeństwo dla przyrody, to testowanie hełmu nie wydaje się być wystarczającym usprawiedliwieniem do ingerencji w ten sposób w przyrodę. Można to przecież zrobić w innym miejscu. Z pewnością też nie przyczynia się to do zmniejszenia liczby amatorów takich kąpieli. Jeśli inni mogą, to „dlaczego nie ja”?

Czy policja potrzebuje 500 lawet w Ojcowskim Parku Narodowym?

Piękna pogoda i weekend to niemal pewność dla wielu parków narodowych, że przybędą do nich tysiące turystów. Duża frekwencja to dla parków narodowych również problem. To wyzwanie dla osób nim zarządzających. W tym zakresie wiele zależy od możliwości finansowych parków. Wybudowanie odpowiedniej infrastruktury (co niemal zawsze budzi wątpliwości z punktu widzenia podstawowego celu parku, jakim jest ochrona przyrody) nie jest możliwe bez odpowiednich nakładów finansowych.

To co dzisiaj wiedziałam kiedy przejeżdżałem przez Ojcowskim Park Narodowym pokazuje, że można mieć wątpliwości, czy w jego przypadku szeroko rozumiane zarządzanie ruchem samochodowym odbywa się w sposób prawidłowy. Wzdłuż ulic w miejscu do tego nieprzeznaczonym, gdzie obowiązuje zakaz postoju, było kilkaset samochodów.

Widok pewnie jakich wiele. Co jednak ciekawe, na miejscu pojawili się policjanci, którzy zaczęli kierować ruchem. Nie zauważyłem, aby którykolwiek z nich podjął jakiekolwiek działania w związku ze wskazanymi pojazdami. Z ciekawości zadałem policjantowi pytanie, dlaczego policja nic z tym nie robi, policjant odpowiedział, że „nie mają przecież 500 lawet”. Nie trzeba mieć jednak dużej wyobraźni, żeby wcześniej podjąć odpowiednie działania, aby do takiej sytuacji nie doszło. Ten problem wynika przecież z pewnych zaszłości, których owocem jest przekonanie kierowców, że „tak można” a przynajmniej, że „nic za to nie grozi”.

Problem z ruchem samochodowym w Ojcowskim Parku Narodowym nie jest nowy. Nasilił się w latach 90. ubiegłego wieku i do dziś nie został rozwiązany. Oczywiście można dyskutować co do polityki parku jeśli chodzi o powiększanie miejsc parkingowych. Nie rozumiem jednak, dlaczego nie są wyciągane żadne konsekwencje dla osób, które – jak można w wielu przypadkach podejrzewać – notorycznie naruszają zakaz parkowania. Mamy przecież do czynienia ze specyficznym miejscem jakim jest park narodowy. Można odnieść wrażenie, jakby nikomu na tym nie zależało.

Z jednej strony niewątpliwie potrzebne są długofalowe działania edukacyjne. Z drugiej oczywiście potrzebna jest konsekwencja. Jeśli jest znak drogowy, to czemuś on ma przecież służyć. Jeśli jest naruszany, to odpowiednie służby powinny podejmować odpowiednie działania. Nie wiem, dlaczego w tym przypadku nie są one podejmowane – czy wynika to z celowej polityki osób odpowiedzialnych, czy też może z przekonania, że „nic z tym zrobić nie można”. Jestem jednak przekonany, że albo należy podjąć odpowiednie kroki w tym zakresie, albo też dostosować znaki drogowe do tego, co obecnie ma miejsce.

Cytat dnia – Prezes PIT o szansach klientów żądających odszkodowania od Skarbu Państwa (w przypadku nieodzyskania pełnej wpłaconej kwoty na skutek niewypłacalności organizatora turystyki)

Niektórzy procesują się o nie ze Skarbem Państwa, bo uważają, że państwo nie zapewniło pełnego wdrożenia do polskiego prawa dyrektywy unijnej, według której każdy klient biura podróży powinien być pewien odzyskania w stu procentach pieniędzy wpłaconych na wyjazd. I zapewne wygrają te procesy – wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Dillenkofera wyraźnie na to wskazuje.

Źródło: Niewiadomski: Nie ma funduszu, problem pozostał

Komentarz: orzeczenie w sprawie Dillenkofer było pierwszym orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości, które dotyczyło odpowiedzialności państwa za nieprawidłowe wdrożenie przez państwo członkowskie systemu ochrony klienta w przypadku niewypłacalności biura podróży. Później pojawiły się i inne, które dla sprawy odszkodowań polskich konsumentów mają również istotne znaczenie (zwłaszcza w sprawie Rechberger oraz Jürgen Blödel-Pawlik), o czym wielokrotnie od kilku lat pisałem na blogu. Cieszy, że tak jednoznaczne stanowisko zajmuje prezes branżowej organizacji. Szkoda, że nasze władze wciąż jeszcze reprezentują pogląd odmienny.

Rada Reklamy wypowie się w sprawie praktyki Neckermanna

Neckermann Polska BP Sp. z o.o. w swojej praktyce wykorzystuje „Certyfikat Członkostwa” w Polskim Związku Organizatorów Turystyki, który „Jest potwierdzeniem przestrzegania statutu i regulaminów PZOT”. W sprawie tej praktyki wkrótce wypowie się Rada Reklamy. Istotą sprawy jest to, czy można w tym przypadku powoływać się na „regulaminy”.

Szybkie zakupy w IKEA?

IKEA

Finansowanie kondolencji ze środków na promocję, czyli NIK o działaniach promocyjnych miast

Najwyższa Izba Kontroli zajęła się ostatnio promocją polskich miast.

Wniosku z kontroli są następujące:

„Strategie promocyjne dużych miast nie zawsze były spójne z celami, jakie samorządy chciały osiągnąć. Większość z miast nie sprawdzała efektów działań promocyjnych za pomocą obiektywnych mierników. NIK wykryła też nieprawidłowości w zlecaniu usług promocyjnych podmiotom zewnętrznym. Pieniądze na promocję dużych miast były najczęściej przeznaczane na wsparcie lokalnych klubów sportowych. Zdarzało się również, że z pieniędzy tych finansowano publikowanie kondolencji czy ogłoszeń na temat sprzedaży nieruchomości.

14 miast skontrolowanych przez NIK przeznaczyło łącznie na promocję w latach 2011-2013 ok. 370 mln zł, najwięcej Warszawa – 86 mln zł, Gdańsk – 59 mln zł, Bydgoszcz – 53 mln zł, Łódź – 49 mln zł i Gdynia – 46 mln zł. Stanowiło to od 0,2 proc. do 1,3 proc. ich budżetów (np. w Warszawie – 0,23 proc. całego budżetu miasta, w Bydgoszczy – 1,21, w Gdyni – 1,3). Ze środków tych finansowano najczęściej medialne kampanie reklamowe, wydarzenia kulturalne, kampanie biznesowe, wydawnictwa drukowane oraz imprezy sportowe i okolicznościowe.

Kwoty te jednak nie odzwierciedlają rzeczywistych wydatków na promocję. Gminy bowiem często klasyfikowały środki wydane na działania promocyjne jako wydatki na kulturę, turystykę lub sport. Zdarzało się również, że miasta finansowały z tych środków przedsięwzięcia niemające z reklamą nic wspólnego, np. publikację prasowych kondolencji (w Radomiu) czy ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości (Piotrków Trybunalski). Zdaniem NIK przepisy dotyczące klasyfikowania wydatków na promocję są niejednoznaczne i pozwalają na dowolność w ich księgowaniu.

Wszystkie skontrolowane miasta opracowały dokumenty strategiczne, wyznaczające cele i kierunki promocji (różnego rodzaju strategie rozwoju, promocji, plany lokalnego rozwoju). Niestety często strategie te pozostawały tylko na papierze, a z ich realizacją bywało różnie. Przede wszystkim z powodu dużego stopnia ogólności przygotowanych dokumentów i niedookreślenia oczekiwanych efektów.

Lp.

Miasto

Wydatki ogółem
(w tys. zł)

Wydatki na promocję
(w tys. zł)

Udział  wydatków na promocję
w wydatkach ogółem (%)

1. Białystok

4 427 046

17 655

0,40

2. Bydgoszcz

4 343 534

52 617

1,21

3. Gdańsk

8 129 202

59 257

0,73

4. Gdynia

3 562 938

46 265

1,30

5. Katowice

4 644 241

17 118

0,37

6. Kraków

10 447 481

15 567

0,15

7. Łódź

10 175 270

49 080

0,48

8. Piotrków Trybunalski

377 289

576

0,15

9. Radom

2 788 490

6 370

0,23

10. Suwałki

314 320

1 528

0,49

11. Tarnów

1 571 465

3 378

0,21

12. Toruń

1 113 819

8 075

0,72

13. Warszawa

36 934 864

85 750

0,23

14. Zabrze

2 202 064

4 993

0,23

Tylko w trzech miastach (Katowicach, Zabrzu i Radomiu) cele sformułowane w strategiach promocji spełniały metodyczne kryteria zarządzania, czyli były realistyczne, proste i konkretne, można było łatwo ocenić stopień ich realizacji, były ważne dla lokalnej społeczności i możliwe do osiągnięcia w założonym terminie.

Brak spójności planów i ich realizacji szczególnie dobrze widać choćby na przykładzie podziału pieniędzy. Część miast znakomitą większość środków z „puli reklamowej” (do prawie 70 proc. rocznych budżetów na promocję) przeznaczało na promocję przez sport, choć teoretycznie, zgodnie z przyjętymi założeniami, kierunki promocji miały być różnorodne: od promocji gospodarczej, przez kulturalną, aż po turystyczną. I tak w latach 2011-2013 wydatki na promocję poprzez sport np. w Białymstoku wyniosły 67 proc. (wydatków ogółem na promocję), w Bydgoszczy- 59 proc., w Katowicach – 23 proc. W Łodzi natomiast udział ten w 2011 r. wyniósł 27,5 proc., ale w latach 2012-2013 już tylko 7,5 proc. Od 2012 r. miasto zaprzestało zlecania usług promocyjnych klubom sportowym.

W ponad połowie skontrolowanych miast (8 z 14) przy udzielaniu zamówień na usługi promocyjne, w tym poprzez sport, nie przestrzegano przepisów ustawy o finansach publicznych i Prawa zamówień publicznych (Pzp). W ten sposób aż 12,5 proc. środków przeznaczonych na ten cel – 46 mln zł – wydatkowano z naruszeniem prawa lub zasad należytego zarządzania finansami.

  • W czterech miastach (Bydgoszczy, Katowicach, Warszawie i Zabrzu) udzielono zamówień publicznych (na łączną kwotę 24 mln zł) na usługi promocyjne w trybie z wolnej ręki, czyli w trybie niekonkurencyjnym.  Zdaniem NIK nie było przesłanek do zastosowania takiego trybu, gdyż przywoływane przez samorządy względy gospodarcze i organizacyjne, czy też skomplikowany charakter zamówienia nie stanowią (zgodnie z orzecznictwem) wystarczającej podstawy do udzielenia zamówienia z wolnej ręki. Znakomita większość zamówień z wolnej ręki dotyczyła preferowanej przez  miasta formy promocji poprzez drużyny sportowe. Przykładowo w Bydgoszczy i Katowicach udzielano zamówień na promocję miasta konkretnym drużynom, występującym w konkretnych rozgrywkach ligowych. Samorządowcy tłumaczyli te decyzje wysoką oglądalnością rozgrywek i faktem, że drużyny były jednoznacznie identyfikowane z miastem.
  • W dwóch miastach – Łodzi i Piotrkowie Trybunalskim – wyłoniono z kolei wykonawców zamówień (na sumę 5,5 mln) z naruszeniem zasady zachowania uczciwej konkurencji. W Łodzi np. w 2011 r. pozorowano przetargi dla klubów, choć z góry było wiadomo, do których z nich trafią dotacje i w jakiej będą wysokości. Media ujawniły ten proceder, jeszcze zanim urzędnicy uruchomili procedury dot. zamówienia. W dodatku kluby uzgadniały z miastem mejlowo treść specyfikacji warunków zamówienia. Również  w Łodzi zlecono usługę o wartości 18,3 tys. zł na akcję wspierającą ogólnopolską kampanię „W Łodzi będzie głośno” z inicjatywy samego wykonawcy usługi – przyjmując jego ofertę. Postępowanie w sprawie tego zamówienia przeprowadzono nierzetelnie, w sposób pozorujący zachowanie uczciwej konkurencji. Zamówienie nie było ujęte w planie zamówień publicznych, a jego realizacja nie była konieczna i nie wynikała z sytuacji, której zamawiający nie mógł przewidzieć. W podobny sposób na wniosek wykonawcy usługi udzielono zamówienia – o wartości 24,6 tys. zł – które dotyczyło rozpropagowania akcji „1% podatku w Łodzi”. Z kolei w Piotrkowie Trybunalskim miasto wprowadziło zapisy, które wprost wskazywały, że usługę promocyjną mogą wykonać tylko kluby piłki ręcznej, podczas gdy w tym czasie w mieście działało 40 klubów sportowych różnych dyscyplin sportowych.
  • W sześciu miastach (Białymstoku, Bydgoszczy, Katowicach, Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim i Warszawie) nierzetelnie ustalano wartość zamówień lub nie przedłożono do kontroli dokumentacji potwierdzającej takie wyliczenia (zamówienia na ponad 32 mln zł). Przykładowo w Katowicach wartość dwóch zamówień na promocję poprzez sport określono na podstawie wniosków miejscowych klubów sportowych, które zwróciły się o zlecenie im usług reklamowych. W dodatku wynagrodzenia obu drużyn zostały zapisane w planie finansowym UM jeszcze przed otrzymaniem od nich wniosków w tej sprawie. Z kolei w UM w Białymstoku pracownik przyznał wprost, że nie wie na jakiej podstawie oszacował wartość zamówienia na kwotę 350 tys. zł – dot. profesjonalnych rozgrywek w sportach halowych.

NIK dopatrzyła się także innych naruszeń zasad wydatkowania publicznych pieniędzy. Przykładowo Zabrze wynajęło od klubu piłki ręcznej 11 m2 hali (za 1,25 mln zł) na cele promocyjne podczas rozgrywek ekstraklasy piłki ręcznej, choć to samo miasto było właścicielem hali.

NIK zwraca uwagę, że rzetelność oceny działań promocyjnych przez miejskich urzędników  może budzić wątpliwości, gdyż po pierwsze miasta oceniały same siebie, po drugie nie zawsze weryfikowały jakości wykonania usług promocyjnych bezpośrednio u wykonawców, a po trzecie brały pod uwagę tylko to, czy dana kampania przyniosła rezultat wpisany w ich planach, bez konfrontacji z opinią odbiorców kampanii. Spośród 157 zrealizowanych projektów promocyjnych objętych kontrolą, o łącznej wartości 134, 8 mln zł, dla 50 z nich (32%) nie wyznaczono wskaźników monitorujących stopień osiągnięcia zakładanych celów oraz nie dokonywano ocen ich skuteczności i efektywności. Pięć miast (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Tarnów i Warszawa) oceniało jednak efektywność działań promocyjnych za pomocą obiektywnych mierników, takich jak np.: liczba i jakość materiałów medialnych ukazujących się w związku z kampaniami czy liczba uczestników danej imprezy. Miasta rzadko sięgały po badania ankietowe przy sprawdzaniu efektów promocyjnych przedsięwzięć. W pojedynczych przypadkach zdarzało się, że przy ocenie brano pod uwagę stosunek nakładów finansowych do osiąganych celów. W większości dotyczyło to jednak kampanii, finansowanych ze środków europejskich (Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego), w których osiągnięcie wymiernych korzyści było jednym z warunków uzyskania pomocy finansowej.

W każdej kontrolowanej jednostce zadania w zakresie promocji realizowały komórki organizacyjne pozostające w strukturach urzędów. W niektórych miastach część zadań i kompetencji w tym zakresie powierzono gminnym jednostkom organizacyjnym. W sześciu urzędach miast wyodrębnione były komórki organizacyjne, które zajmowały się wyłącznie promocją, w pozostałych łączyły zadania promocyjne z innymi, dot. np. kultury i sportu (w Piotrkowie Trybunalskim), turystyki i sportu (w Zabrzu), turystyki i współpracy z zagranicą (w Łodzi), informacji i turystyki (w Krakowie). W kontrolowanych 14 miastach było zatrudnionych łącznie 271 pracowników zajmujących się promocją (średnio 19 osób).

Zdaniem NIK usprawnieniu promocji miast może służyć:

  • propagowanie obiektywnych metod oceny działań promocyjnych,
  • wzmocnienie kontroli obszaru zlecania usług promocyjnych podmiotom zewnętrznym,
  • rzetelne klasyfikowanie wydatków przeznaczonych na promocję.
  • korzystanie przy promocjach miast ze środków UE oraz wykorzystanie mierników towarzyszących projektom unijnym także do konstruowania podobnego modelu rozliczania przedsięwzięć realizowanych z budżetu miasta.

NIK wskazuje jako przykłady dobrych praktyk:

  • dbałość o wprowadzenie zewnętrznych obiektywnych mierników jakości działań promocyjnych (np. w Warszawie realizacja zadania ”Sylwestrowa Moc Przebojów – Zakochaj się w Warszawie” została podsumowana analizą danych dotyczących oglądalności tego wydarzenia, frekwencji podczas imprezy oraz wyników zewnętrznego badania przeprowadzanego wśród mieszkańców),
  • spójność strategii promocyjnych z celami rozwoju gminy przyjętymi przez samorząd (np. w Gdańsku za jeden z celów strategicznych uznano wzmacnianie roli Gdańska jako Światowej Stolicy Bursztynu. Kampanie promocyjne konstruowano w sposób zgodny z przyjętym celem)”.

Raport dostępny jest na stronie internetowej NIK.

Czy jesteś nieodpowiedzialnym rodzicem?

W związku z nowelizacją rozporządzenia dotyczącego wycieczek szkolnym jednym z bardziej dyskutowanej kwestii była sprawa ubezpieczenia NNW i KL. W toku dyskusji padały różnego rodzaju argumenty, często pokazujące, że osoby zabierające głos tak na prawdę nie wiedzą lub też z jakiegoś powodu nie chcą wiedzieć o co w ich przypadku chodzi.

Jak wiadomo, MEN ostatecznie ograniczyło – jak twierdzi – obowiązek takiego ubezpieczenia do „wycieczek i imprez zagranicznych”. Takie rozwiązanie moim zdaniem również budzi wątpliwości. Rozporządzenie w tym zakresie jest bezprawne, nie ma bowiem żadnego przepisu ustawowego, który upoważniałby ministra do nałożenia takiego obowiązku. Odniesienie się w uzasadnieniu rozporządzenia do ustawy o usługach turystycznych to po prostu nieporozumienie.

W tych okolicznościach ze zdumieniem przeczytałem wypowiedź Marka Wójcika ze Związku Powiatów Polskich. W toku dyskusji nad tą zmianą, odnosząc się krytycznie do zniesienia obowiązku posiadania takich ubezpieczeń w przypadku wycieczek krajowych stwierdza on:

– Nam nie chodzi o interes samorządów (…) Chodzi o to, by chronić nas wszystkich przed nieodpowiedzialnością rodziców, którzy nie ubezpieczą swojego dziecka. Jeśli dojdzie do wypadku, my wszyscy poniesiemy koszty ewentualnego leczenia – zaznacza.

Nie uważam, aby jakiekolwiek okoliczności uzasadniały tak krytyczną ocenę. To czy rodzic jest zainteresowany takim ubezpieczeniem zależy tylko i wyłącznie od jego decyzji. Nie uważam, żeby fakt niezawarcia takiej umowy świadczył o tym, że rodzic jest nieodpowiedzialny. Co więcej, niezawarcie tej umowy może świadczyć o tym, że rodzic doskonale zdaje sobie sprawę z zakresu tego rodzaju ubezpieczeń oferowanych w szkole i fakt niezawarcia umowy wynika z jego przemyślanej decyzji.

„Kombinowany charakter”

Adwokat, pełnomocnik jednego z największych w Polsce biur podróży, pisze w odpowiedzi na złożony przeze mnie pozew, że roszczenie z którym wystąpiłem:

ma dziwny kombinowany charakter „odszkodowawczo-zadośćuczynieniowy” nieznany prawu polskiemu. Powodowie winni się zdecydować jakiego rodzaju roszczenia dochodzą.

Czy jest możliwe aby ten adwokat nie znał orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Leitner i uchwały polskiego Sądu Najwyższego odnośnie do zakresu odpowiedzialności odszkodowawczej organizatora turystyki wynikającej z umowy?